Byliśmy odbiciem swoich myśli
W sercu jaźni – światłem spowici.
Nikt tak koc hać, ranić jak Ty nie zdoła.
I tylko Bóg zna, jak głęboko dusza woła.
Gdy płynie się ścieżką cudzych żył.
Jakby świat się w jednej kropli śnił.
Tyś był tym życiem, bliskością, wolnością.
Pięknem najczystszym, tętniącą radością.
Każdym ziarnem piasku, kamykiem z plaży.
Na bezdrożach istnienia, co się w snach zdarzył.
Kroplą w oceanie, potem po biegu.
Co rankiem się sączył w słońca przebiegu.
W oddechu złączony, lekko, głęboko,
Z Tobą się szło przez życie szeroko.
I choć czasem odczuwam Twój brak,
Twoja obecność zostawia swój ślad.
Twoja energia z moją spleciona,
Na zawsze w duszy zapisana, wyśniona.
Jak korzeń w mej glebie wrosłeś bez pytania,
Zostałeś tam bez słowa, bez pożegnania.
Czasem śladem czasu kroczę w zamyśleniu,
Zrywam owoce w zapomnienia cieniu.
Wędrując przez retrospekcji przestrzenie,
Dotykam cicho nasze wspomnienie.
Zaprawdę pięknie nam razem było,
jak cudnie, że w końcu rozumiem, iż to była miłość
