Muzyka dogorywa, wirując w kawiarence,
ktoś dogasza ostatniego papierosa,
barman już wyciera szklanki.
Smętny dym unosi się na zamknięcie.
Wiatr przegonił to zgromadzenie,
Zrobiło się pusto,
ostatnie trąbki wydają skomlenia.
Lecz muzyka nie zanika, tylko zasypia,
ukryta w pulsie miasta,
w oddechu buntowników,
w sercach, które nigdy nie milkną.
Narasta, szepcze, drży pod skórą,
jak iskra tląca się w popiele,
czekając na swój moment,
by rozżarzyć się na nowo i rozbrzmieć z siłą fali.
To miejsce nie znika,
rodzi się tam, gdzie płonie pasja,
gdzie wre prawda,
gdzie serca biją jednym rytmem.
Czas już ruszył, sekundy spadają jak krople deszczu,
aż nadejdzie ten dzień,
gdy dźwięk znów stanie się płomieniem, a
rewolucja zatańczy w świetle świtu.
