Wylany wlew, kulą w kuli.
Na początku i na końcu,
z oka ryby jezioro – nurkowało.
Powstało, tryśnięcie.
Porastając pokrywą zastygło.
Mianując siebie mianem oceanu barysfery.
W wnikliwości zagłębiam swą kość,
lecz nie w niezgodzie, a w zrozumieniu,
wypatrując wśród nurtów ukojenia.
Czas niesie nas w dłoniach jak ziarenka piasku,
wznosząc i osadzając na dnie.
Czyjeś ślady wplecione w nasze kroki,
czyjaś pieśń drży jeszcze w naszych ustach.
Tak jak ja dziś chłonę echo przeszłości,
tak i moje słowa staną się czyimś początkiem,
światłem pulsującym w cudzych myślach.
Zawieszeni w oddechu świata,
jesteśmy niczym rzeka płynąca, wciąż pragnąca być.
Cokolwiek odchodzi, powraca w innym kształcie,
życie nigdy nie znika – jedynie się przekształca.
Jesteśmy migotaniem chwili,
ulotnym błyskiem na taflach istnienia.
Iskrą w wielkiej symfonii,
kołysanką dla Przechodniów Wieczności
Angela Landowska
