Muszle z planety Fhusle ![]()
![]()
![]()
Zanurzyłam się w rzeczywistości, która przypominała przedsionek laboratoriów przeznaczenia. Moja dusza znalazła się w miejscu, gdzie istoty naradzały się nad tym jakie powłoki ludzkiego ciała wybiorą do następnego wcielenia.
Wewnątrz panował osobliwy porządek. Rzędy stojaków ciągnęły się w głąb jak alejki archiwum, lecz zamiast akt, wisiały tam przygotowane do użytku skóry.
Puste ciała, czekające, by ktoś je naciągnął niczym rękawicę. Każdy skafander miał przyczepioną tabliczkę z oznaczeniem: seria, wiek, konfiguracja genetyczna, potencjał życiowy.
Wśród nich dostrzegłam „swoją” powłokę. Zamarłam. Widok własnego ciała, wystawionego jak towar, był zarówno wstrząsem, jak i pokusą. Pragnienie, by je odzyskać, było niemal fizyczne.
Nie byłam sama. W głębi, przy czymś, co przypominało kontuar lombardu połączony z warsztatem alchemicznym, stał sprzedawca. Jego twarz była częściowo ludzka, częściowo utknięta w przezroczystej masce wypełnionej płynem.
Ewidentnie był to punkt, w którym targował się najdziwniejszymi rozmaitościami z rozległych galaktyk i światów: reliktami po upadłych cywilizacjach, próbkami atmosfer, ampułkami z czasem, fiolkami snów przechowywanych w szkłach.
Przybywali tu szmuglerzy i przemytnicy z najodleglejszych krain, wytarci od podróży, pachnący metalem statków i obcą solą, niosący w kieszeniach mapy, które nigdy nie prowadziły tą samą drogą dwa razy.
Spojrzał na mnie bez cienia emocji. Głos miał spokojny, choć brzmiał jak coś między echem a zapisem cyfrowym. Możesz odzyskać swoją powłokę – powiedział. – Ale cena nie jest mała.
Musisz przynieść muszle z planety Fhusle. Tylko z nich można otrzymać oczy. Tęczówki rodzą się same, w odpowiedzi na ręce, które je podnoszą.
Poza tym zapłata obejmuje również kilka żetonów i odrobinę twojej własnej energii. To nią zasilane są statki i obiekty podróżujące przez przestrzeń. Bez niej bio skafander pozostaje pustą powłoką, martwą formą.
Rozważałam to długo. Czy zbieranie muszli, aby służyły do produkcji oczu dla kolejnych ciał, nie jest profanacją? Czy dusza, która zgadza się na taki handel, nie staje się współtwórcą rynku ciał?
Odpowiedź przyszła z głębi. Źródło przemówiło bez słów, prostym poczuciem zgody. „Podnieś je. To twoja droga.”
Udałam się więc na Fhusle. Tam, na brzegu oceanu, ujrzałam muszle. Kiedy zbliżyłam się do nich, wydarzyło się coś niezwykłego, otworzyły się przede mną.
Nie były martwym przedmiotem, lecz świadomą istotnością, która rozpoznała moją obecność.
Wiedziałam, że to znak, że moja dusza jest czysta, a ja nie próbuję ich zawłaszczyć, lecz pytam o zgodę.
Muszle pozwoliły mi się unieść. Z ich połysku narodziły się oczy, które stały się częścią bio skafandra.
Gdy uregulowałam resztę zapłaty, otrzymałam swoją powłokę, a gdy znów otworzyłam oczy w świecie, wiedziałam, że patrzę przez tęczówki uformowane na planecie Fhusle, opłacone nie tylko muszlami, lecz także cząstką mnie samej.
Dopiero wtedy dotarło do mnie, że całość była sprawdzianem, swoistym testem mojej reakcji, czystości i umiejętności usłyszenia woli innych. Alchemik nie był sprzedawcą, lecz Strażnikiem. A muszle nie były towarem, lecz lustrem esencji.
Zrozumiałam, że oczy zostały mi oddane nie dlatego, że były „moje”, lecz dlatego, że potrafiłam poczekać, uszanować ich wolę i przyjąć zgodę.
Muszle z planety Fhusle 🐚🪸🪐
Angela Landowska
