Przyznam szczerze, że dawno mnie tak żyćko nie przeorało, jak ostatnio.
Jest tak intensywnie, że integracja cienia to przy tym świetlistość i pierdzenie brokatem. ![]()
Znacie to uczucie, jakbyście byli w głębokim bagnie i paprali się w nim po uszy?
No to ja sobie właśnie w tym błotku nurkuję i wywijam backflipa. Istny armagedon przebudowy. ![]()
Wiem, że rzeczy i stany zadziewają się po coś, wiem, że odbywa się to z konkretnej przyczyny.
I tak sobie myślę, gdy każdego dnia podejmuję działanie, nie dlatego, że mam tyle mobilizacji i chęci, ale dlatego, że stosuję metodę małych kroków. ![]()
Duże mnie orają i zamiatają z planszy, a dzięki tym małym jakoś trzymam się na powierzchni.
Zapisuję sobie kilka zadań na dany dzień. Zaczynam od najtrudniejszego.
Po jego wykonaniu, gdy napięcie się rozluźnia, a układ nerwowy zaczyna być sprzymierzeńcem, a nie niewolnikiem, sprawdzam z czym mogę się danego dnia mierzyć.
Taki czas. Nie osądzajmy, akceptujmy. Nie wybrzydzajmy, kwestionujmy. Bądźmy z boku, obserwujmy.
No, to dobrego włóczykije, miejcie dobry czas i bądźcie dla siebie życzliwi. ![]()
![]()
Słonecznie utulam ![]()
![]()
![]()
