Na środku pustynnej oazy
stała ludzka postać ~ wędrująca Włóczykijka. Otaczała ją czarna bańka, w której znajdowała się gęsta zawiesina. Była pełna szarego szlamu i ciężkich chmur. ![]()
Mimo tego ciężaru Włóczykijka promieniowała spokojem i dobrem. To, co ją otaczało, było obciążeniem, ale nie nią samą.
Obok pojawił się wielbłąd.
Zatrzymał się i zaczął obserwować. Z czasem między nimi zaczęła tworzyć się więź. w końcu wielbłąd zapytał, czym jest jej ciemna kopuła.
– To moje blokady – odpowiedziała WłóczyKijka.
– Niewypowiedziane kody, nierozwiązane straty i szkody. To wszystkie doświadczenia, w których czułam niemoc i porażkę. To mój sufit, którego nie potrafię przekroczyć.
Wielbłąd odparł, że nie trzeba tego odrzucać ani wypierać. Wystarczy krok po kroku przyjmować każdy kawałek tej historii,
pozwolić mu zaistnieć i spokojnie obserwować.
Duszka usłuchała i zabrała się za konfrontację. Kiedy tak się stało, na powierzchni bańki zaczęły pojawiać się szczeliny.
Zaczęła z niej ulatywać szara zawiesina. Po opuszczeniu bańki traciła swój ciężar i rozpraszała się. ![]()
Z czasem bańka była coraz bardziej dziurawa, aż została prawie pusta, niczym przedziurawiony balon .
Najdłużej trzymały się te fragmenty, które były najbardziej związane z jej tożsamością. Ale i one w końcu odpadły, przestały ciążyć i zostały uwolnione. ![]()
Wtedy wokół Włóczykijki nie było już nic. Została czysta przestrzeń. Pojawiła się za to akceptacja. Zgoda na to, co było. Neutralność i przyjemna obojętność, która wnosiła lekkość i błogość. ![]()
![]()
Zrozumiała, że bagaż, który niosła, nie był nią, był tylko wspomnieniem, które już w dodatku od dawna nie istnieje.. i kiedy je puściła, pojawiła się wolność, ta której szukała przez całe życie. ![]()
![]()
![]()

